Znaki wodne.

𝙺𝚊𝚕𝚞𝚣𝚎 𝚒 𝚁𝚘𝚣𝚎.

Był piątkowy wieczór. W kalendarzu Maj. Ale w powietrzu wisiał późny listopad. Powietrze było nabrzmiałe deszczem jak żabi brzuch. Brzuch miał lada moment pęknąć, wylewając na Krakowian i innych przygodnych odwiedzających strumienie zastałego od trzech dni deszczu. Wzdrygałam się na samą myśl takiej ponurej atmosferycznej katastrofy.

Jechaliśmy do Rabki. Wcelowaliśmy w ostatniego busa w tamtą stronę. Skuliliśmy się pod dworcowym daszkiem, w oczekiwaniu na deszcz i na busiarza. Busiarz był pierwszy. Był to mały lokalny triumf człowieka nad Bogiem.

W ślad za busiarzem i jego dwuśladem przytoczył się tabun harcerek. W szarych uniformach. W wysoko naciągniętych skarpetach zwieńczonych kolorowymi paskami. W ciasno zaplecionych warkoczach. W uśmiechach. Wszyscy usiedli. Bo bus był wielki niczym sonda kosmiczna wysyłana w piątkowy wieczór na Marsa.

Harcerki szybko i sprawnie zajęły cały bus. I zaczęły wypytywać się nawzajem o swoje upodobania, niechęci i marzenia. Bawiły się końcówkami długich warkoczy, obijających się na wybojach trasy o ich…

View original post 107 słów więcej

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: